Litości!

, 13.04.2010, 22:22.

Piekło nizin powraca szybciej niż myślałem. Teraz przypominam sobie jego fakturę: nie jest ulane z jednej materii – jest utkane z rozmaitej głupoty, z kakofonii szaleństw rozmaitych i sprzecznych.  Kluje się wtedy, gdy raptus jednych znajdzie echo w małostkowości drugich; gdy histeria egzagerantów spotka się z kpiną podleców. Jak w “Trans-Atlantyku”: to piekło potrzebuje szaleńczego spięcia się Polaków, wzajemnego poranienia zakrzywionymi kańczugami.

W tym piekle słowo “Wawel” zastępuje niebo zbawionych, zaś “Powązki” przemieniają się w dolinę odepchniętych. Dobro i chwała zostały potłuczone na kawałki, spokój żałoby potargany.

Nawet przez moment nie wychylę się z tego mojego smutku z żadnym racjonalnym argumentowaniem “za” czy “przeciw” (choć już czuję powiew tego narodowego “rozstąpienia: “jest pan za czy przeciw?”). Już za późno: na argumenty – bo nie mają szans przy namiętnościach, na rady – bo decyzje podjęto.

Ale powiem po prostu, czego mi żal… Żal mi grobu w warszawskiej Archikatedrze, gdzie spocząłby warszawianin, dziedzic Żoliborza i Powstania Warszawskiego, prezydent Warszawy, najwybitniejszy Prezydent RP po 1989.

(pm)

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Jeden komentarz

  • Paweł Drakus mówi:

    Powinni na Wawelu chować wg zasług, podobnie jak na Powązkach. Przy czym nie zapominajmy, że Wawel to tylko Katedra (stosunkowo niewielka powierzchnia dla pochówków), a Powązki to niemal regularny cmentarz, niemal komunalny…
    Więc: czy nie przesadziłeś trochę z tym “niebem zbawionych” i piekłem czyli “doliną odepchniętych”?

Trackbacks / Pingbacks

Skomentuj

Login