“Ale to wstyd, że byłam zupełnie nie na bieżąco z tym co Lech Kaczyński robi!”, dostałem parę dni temu wzruszającą wiadomość od znajomej studentki, która wcześniej sprawy polityczne miała w nosie, bo znała je tylko z mediów głównego nurtu. Ale dziś na Mszy akademickiej w jednym z warszawskich kościołów – ani słowa o Ojczyźnie, choć młodzież pięknie modliła się za “ofiary trzęsienia ziemi w Chinach” i jakieś swoje sprawy osobiste; tylko na ogłoszeniach, prócz dowcipów, zapowiedź spotkania “Żałoba narodowa: zbiorowa histeria czy patriotyzm?”. Prócz wszystkich innych lekcji danych nam ostatnio, również ta: unaocznienie spójności natury i łaski – jak bardzo infantylne duszpasterstwo, w którym o wszystkim mówi się puszczając oczko, zbiega się z odrealnieniem i niedojrzałością polityczną… Jedni wstydzą się swojej naiwności i lenistwa, inni wstydzą się mówić poważnie o najważniejszych sprawach.





