Barcikowski: Kościół nigdy nie skazywał samobójców automatycznie na piekło

Kwestia zbawienia samobójców obciążona jest taką ilością przekłamań, że wymaga uporządkowania podstawowych pojęć katechizmowych dotyczących zbawienia, grzechu, łaski. Pojęć, które często nie są wystarczająco znane nie tylko świeckim, ale także duszpasterzom i katechetom.

Swoją drogą warto przy tej okazji zauważyć, że podstawowym powodem tych przekłamań jest to, że katolicy stracili umiejętność mówienia o swojej wierze językiem Kościoła. Stracili, bo nikt ich tego języka nie nauczył. Ani na katechezie szkolnej, ani w duszpasterstwie akademickim, ani w zwykłych duszpasterstwie parafialnym. Ciągle zbyt dużo w Kościołach języka zapożyczonego z innych porządków: polityki, socjologii, psychologii. A przecież tej zasmucającej „mgły” w świadomości wielu katolików można by uniknąć. Wystarczy nie ukrywać przed nimi tego, co Kościół (a nie ten czy ów duszpasterz czy hierarcha) mówi o celu ludzkiego życia, jakim jest życie wieczne z Bogiem. Co mówi o głównej przeszkodzie osiągnięcia tego celu, jakim jest grzech. Co mówi o źródle odpuszczenia grzechu, jakim jest łaska Boga. Wreszcie co Kościół mówi bliżej o tej Łasce. Że jest konieczna. Że można ją utracić. Że póki życie trwa, można ją odzyskać. Że można to zrobić tylko w Kościele, który jest szafarzem sakramentów – które są tej Łaski źródłem.

Jeśli wierni nie będą wyposażeni w tę podstawową naukę będą bezbronni wobec intelektualnego kuglarstwa, jakim „świat” kusi od zawsze, a w naszych czasach szczególnie. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Rowiński: O co chodzi w “Christianitas”?

Wypowiedź ukazała się jako część ankiety “Młode elity” w Miesięczniku Znak (667) 2011.

1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?

W najszerszym kontekście środowisko „Christianitas” interesuje poszukiwanie przestrzeni dla odbudowywania cywilizacji i ładu chrześcijańskiego – wedle słów papieża Piusa X z encykliki „Notre charge apostolique” poświęconej obronie aktualności zasad cywilizacji chrześcijańskiej: „Cywilizacji nie trzeba już odkrywać ani budować nowego społeczeństwa w obłokach. Ona była i jest – to cywilizacja chrześcijańska i katolickie społeczeństwo.” Do tej „odbudowy” nie może jednak dojść, jeśli zapomni się o zasadniczej uwadze T.S. Eliota – cywilizacja chrześcijańska istnieje tak długo, jak długo nie zostanie wprost zanegowana.

Może sformułowania takie brzmią górnolotnie, gdy głosi je niewielkie środowisko, ale do owego odbudowywania niejednokrotnie już w historii dochodziło w bardzo małej przestrzeni. Także i dziś odbywa się ono w gronie ludzi, którzy chcą słuchać tego, co mamy do powiedzenia i którzy w różnym zakresie myślą podobnie do nas. Głoszenie i praktykowanie tej odbudowy częściej ma jednak miejsce w grupie tych, którzy słuchać nie chcą lub udają, że nie słyszą. Czasem odbudowywanie musi brzmieć głosem krytyki, czasem głosem przekazywanego dziedzictwa katolickiego, trudnego do przyjęcia nawet przez wierzących.

Chodzi nie tylko o przestrzeń teologii czy teorii, ale i nawoływanie o widzialny i samodzielny kształt chrześcijaństwa w obszarze dyskursu publicznego, a także politycznego i państwowego. Zmiana nie jest zatem celem samym w sobie, bardziej interesuje nas oczyszczanie myśli i praktyki katolickiej z postchrześcijaństwa, czyli często niezauważalnego zastępowania treści wiary i tradycji Kościoła innymi wartościami, ideologiami, upodobaniami (otwartością, wolnością, demokracją, powszechnym braterstwem, dobrym samopoczuciem), mutującymi z prawdami wyznawanymi przez Kościół. Kulturę postchrześcijańską definiujemy jako rzeczywistość „ufundowaną  na racjonalności nieadekwatnej względem chrześcijańskiego logosu” (Piotr Kaznowski, Christianitas a kultura postchrześcijańska, „Christianitas”, nr 43, s. 11), ale zachowującej miano chrześcijańskiej. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Kaznowski: Gdy prawo zabija

Artykuł ukazał się w piśmie IMAGO w numerze 4/2011

——————————————————————–

Kto chce zachować życie, straci je…

Ewangelia św. Mateusza

Na początku XIII w. Filip Kanclerz (zwany tak, ponieważ był pierwszym kanclerzem świeżo powstałej Sorbony) napisał dzieło zatytułowane Summa de bono. Summa o dobru była odpowiedzią chrześcijańskiego uczonego na odradzające się wówczas na południu Francji herezje manichejskie. Albigensi i katarzy, jaki ich poprzednicy, byli metafizycznymi dualistami: uważali, że istnieje dwóch bogów, z których jeden jest zasadą dobra, a drugi zła. Materia jako dzieło złego demiurga miała być skażona, a więc jej mnożenie uznawali za zło. Dlatego w sektach stosowano samobójcze głodówki, preferowano niepłodną seksualność (homoseksualizm, antykoncepcja), a niekiedy również aborcję (niektórzy lewicowi intelektualiści, szukając dziś zakorzeniania dla swoich poglądów w tradycji, odwołują się właśnie do średniowiecznych heretyków). Filip stworzył teorię, ukoronowaną niedługo potem przez św. Tomasza z Akwinu, wedle, której wszystko, co istnieje, a więc również materia, jest ontologicznie dobre i prawdziwe. Nie powstała chyba bardziej optymistyczna teoria metafizyczna niż ta zrodzona w łonie XIII-wiecznego Chrześcijaństwa.

Gdy dziś przyglądamy się debacie wokół prawa do życia nienarodzonych, metafizyczne spory średniowiecznych scholastyków wydają się jednak zupełnie oderwane: człowiek ukształtowany przez współczesną kulturę z trudem patrzy na świat w kategoriach ostatecznych zasad, albo, innymi słowy, zasady zostały zrelatywizowane do subiektywnego punktu widzenia człowieka i od niego jedynie mają pochodzić. Zanik zdolności abstrakcyjnego myślenia metafizycznego i, co za tym idzie, uznania obiektywnej rzeczywistości niezależnej od naszego punktu widzenia, paradoksalnie pociągnął za sobą również utratę zdrowego rozsądku, na którego płaszczyźnie spór moralnie byłby nie do utrzymania: jeśli dwie strony spierają się o status poczętego życia, a jedna z nich ma silne racje za tym, że jest to życie ludzkie, to sama już wątpliwość nakazywałaby działanie na korzyść życia. Tymczasem sprowadzenie debaty na poziom praw kształtowanych przez człowieka jako ostatecznej instancji powoduje, że spór toczyć może się w nieskończoność – prawa dziecka przeciwstawia się np. prawo kobiety. Mając świadomość tego impasu, spróbujmy podejść do problemu od strony refleksji nad głębszą naturą sprawiedliwości, co, miejmy nadzieję, pozwoli lepiej zrozumieć przyczyny i skutki zaistniałej sytuacji. Ponieważ zaś impas ten jest wynikiem nowożytnych przemian w naszej kulturze, aby dostrzec szerszy horyzont myślenia, sięgnijmy do dwóch autorów klasycznych, Platona i św. Pawła. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Milcarek: Na marginesie 50-lecia Vaticanum II

50-lecie II Soboru Watykańskiego przyniosło Interesujący artykuł prałata Fernando Ocáriza - znanego głównie jako wikariusz generalny Opus Dei, ale w tym wypadku piszący jako teolog, zaangażowany w rozmowach z FSSPX. Bardzo trzeźwo przedstawił sprawę “duszpasterskości” ostatniego soboru. Wszystkich problemów to nie rozwiązuje, ale trochę nas wyprowadza z dialektyki w stylu “jak nie dogmatyczny, to wszystko wolno”.

Z problemem Soboru zmierzył się też prałat Brunero Gherardini i nie daje spokoju – tym, którzy uznaliby, że niedawno ks. Ocariz “wyjaśnił wszystko” na temat rangi Vaticanum II. Ks. Gherardini wierci dziurę w brzuchu zadowolonemu olbrzymowi “słusznej opinii” – słusznie, jak każdy teolog godny tej nazwy.

Nie musilismy też długo czekać na odpowiedź uczestnika tych samych rozmów z drugiej strony - Ks. Jean-Michel Gleize z FSSPX. Powiem najpierw, że zdecydowanie wolę sytuację, gdy FSSPX operuje analizą (niż antysoborową politgramotą) i argumentuje jakoś subtelniej – jak tym razem. A jednak wydaje mi się, że całe powodzenie swego wywodu ks. Gleize zawdzięcza wyjściowemu i wszechobecnemu uproszczeniu: uznał, że Benedyktowa “jedność podmiotu” jest czymś obok lub zamiast “jedności przedmiotu”. Ale może jest inaczej – i może gdy Kościół pojmuje siebie jako jeden podmiot w dziejach, obejmuje to także jedność przedmiotu, czyli jedność wiary – bo ona jest owym kręgosłupem jednego podmiotu? I w ten sposób zachowuje także zdolność adaptowania swych niezmiennych zasad do zmiennych sytuacji (mam wrażenie, że w ujęciu FSSPX Tradycja przypomina taki kartezjański twór, który się automatycznie sam “podstawia” w każdej sytuacji, jak w równaniu).

Ks. Gleize zdaje się wychodzić z założeń tomistycznych. Jednak to jest taki udawany “św. Tomasz”, w którym jest więcej racjonalizmu Kartezjusza (zupełnie jak w podręcznikach, z których zapewne uczył się w FSSPX): króluje wyobrażenie, że żeby coś było “niezmienne”, musi być czymś w rodzaju jednoznacznego i płaskiego iksa. O sztucznym przeciwstawieniu “jedności podmiotu” i “jedności przedmiotu” nawet i wstyd mówić, zwłaszcza w odniesieniu do Kościoła, w przypadku którego jedno i drugie jest niezrozdzielne. Rozumiem FSSPX, gdy domaga się bezpiecznych, komunikatywnych formuł katechizmowych – nie rozumiem, gdy domaga się, aby całe nauczanie Kościoła przybrało postać katechizmu kard. Gasparriego. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Seks, rozsądek i cywilizacja. Z Gabriele Kuby rozmawia Tomasz Rowiński

Dziś wielu, także katolików, zastanawia się często, czy czystość przedmałżeńska ma w ogóle sens, czy nie jest ona czymś przestarzałym, pozostałością dawnych systemów społecznych?

To pytanie można sformułować inaczej, w bardziej uniwersalny sposób: czy czystość przedmałżeńska jest brzemieniem, czy znakiem rozpoznawczym chrześcijanina? Moim zdaniem jest to zdecydowanie znak rozpoznawczy, z którego nie można zrezygnować. Widzimy obecnie dwa równoległe prądy w kulturze europejskiej – upadek wiary i seksualizację społeczeństwa. Warto zapytać, czy istnieje związek między tymi zjawiskami? Według mnie, on istnieje i jest to związek przyczynowo-skutkowy. Dla chrześcijan, już od pierwszych lat Kościoła aż do dzisiaj, oczywistością było, że trzeba zachowywać czystość przedmałżeńską. Jest to podstawa dla późniejszego życia rodzinnego – Bóg powołuje nas do miłości, a miłość oznacza ofiarowanie się i oddawanie całego siebie. Jeśli mówię, że kogoś kocham, to znaczy, że deklaruję wyłączność tego wyboru na teraz i na zawsze. Wielkim pytaniem jest to, jak mogę urzeczywistnić taką wartość w moim życiu. Moim zdaniem, nikt nie pisał o tym więcej i głębiej niż papież Jan Paweł II.

Na czym polega niezmienna wartość antropologiczna czystości przedmałżeńskiej?

Antropologia Księgi Rodzaju mówi wyraźnie, że człowiek został stworzony jako mężczyzna i jako kobieta, i powierzone mu zostało zadanie rozmnażania się, czyli płodności. Drugim faktem antropologicznym jest to, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże – z tego wynika nasza nienaruszalna godność. Godność dzieci Bożych wyklucza możliwość, żebyśmy się do czegoś nawzajem używali. Na przykład do wykorzystania przez zaspokojenie pożądania seksualnego. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Deus, in adiutorium. Modlimy się z mnichami

Nowy projekt “Christianitas”

Codziennie modlimy się Psalmami, tak jak polecił szukającym Boga święty Benedykt. Żeby było łatwiej iść w tej drodze, włączamy sobie w internecie transmisję audio modlitwy chórowej benedyktynów z Le Barroux (Francja): oficjum po łacinie, chorałowe, z Benedyktowym układem Psalmów i tradycyjnym kalendarzem:
http://www.barroux.org/fr/liturgie/ecoutez-nos-offices.html

Na naszej stronie będziemy przypominali o porach modlitwy (Pryma: 7,45 lub 8; Seksta: 12,15; NIESZPORY: 17,30; KOMPLETA: 19,45). Ponadto codzienny odcinek z Reguły…

Więcej na blogu Deus, in adiutorium

a także na facebooku

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Były opat Fontgombault tłumaczy żywotność niektórych klasztorów

Założenie czterech nowych klasztorów w ciągu półwiecza to coś, co czyni klasztor Matki Bożej w Fontgombault* najpłodniejszym opactwem XX w. Jak to możliwe? Dom Antoine Forgeot, który był tam opatem od 1977 do 2011 roku, opowiada o wierności Opata, o wzroście opactwa, o dzisiejszej młodzieży i Opatrzności**.

Co stoi za widzialnym, ludzkim wzrastaniem jakiegoś klasztoru? Jak wytłumaczyłby Ojciec Opat zrodzenie trzech fundacji Fontgombault podczas swojej posługi opackiej?

Odpowiadając na te pytania można by powiedzieć jednym słowem: Opatrzność Boża. Wzrost opactwa dokonuje się przez wstępowanie postulantów, którzy po okresie swojego nowicjatu stają się dzięki profesji mnichami. Rozwój wspólnoty monastycznej jest działaniem Boga, które pracuje w duszach nad tym, aby mogły pojąć, wciąż głębiej, właściwy sens swojego powołania, oraz pomaga im zachować wierność względem niego. Płodność Fongombault, które od 1984 roku mogło założyć trzy fundacje, jest tajemnicą Boga. Fundacja nie jest dziełem opata; to dzieło Boga, który rozporządza osobami, rzeczami i wydarzeniami tak, aby doprowadzić je do celu, który Sam zamierzył. To wymaga od Opata i jego wspólnoty (ponieważ fundacja jest również dziełem całej wspólnoty zjednoczonej ze swoim opatem) dużego poddania się woli Bożej (abandon) oraz zaufania złożonego na Boże ręce, a jednocześnie wyrzeczenia się własnej woli oraz zbyt osobistych pomysłów; ponadto wymaga to wiele pracy, lecz jest to praca, która dokonuje się w szczególnej radości, podobnej do radości rodziny przygotowującej kołyskę dla mającego się narodzić dziecka.

Każda z trzech fundacji, przy których dane mi było pracować, ma swój własny charakter, wynikający z okoliczności czasu, miejsca i osób; wszystkie jednak żyją tym samym duchem – przekazanym nam przez pierwszego Opata, który przybył z Solesmes w 1948 roku, z owym wyraźnym akcentem Maryjnym, który, jak sądzę, stanowi “sekret” Fontgombault. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Żochowska: Notatki z państwa wyznaniowego. Małżeństwa homoseksualistów

W zeszłym tygodniu przyjęto w Danii ustawę rządową o małżeństwach homoseksualnych. Rejestrowane związki homoseksualistów funkcjonują w tym kraju od 1989 roku, a błogosławieństwo par homoseksualistów istnieje w tutejszym kościele luterańskim od 1995 roku. Natomiast od teraz związki te mogą uzyskać nazwę i status małżeństw, także kościelnych, jeżeli zawarte zostaną w duńskim luterańskim kościele narodowym (państwowym). Ustawa nie przewiduje możliwości decyzji samego kościoła co do zasadności zawierania tego typu małżeństw. W tej chwili biskupom nakazano po prostu opracowanie stosownego rytuału.

Wśród duńskich chrześcijan trwa dyskusja na temat ustawy. Skrzydło „liberalne” kościoła narodowego popiera decyzję rządu i są biskupi gotowi udzielać ślubów homoseksualistom. Z kolei skrzydło „zachowawcze” oskarża ministra kościoła o zdradę. Wszyscy zaś zdają sobie sprawę z tego, że obecna sytuacja jest logiczną konsekwencją ustroju kościoła luterańskiego w Danii.

Głową kościoła oficjalnie jest król (obecnie królowa Małgorzata II), a jego imieniu nadzór nad kościołem sprawuje minister równouprawnienia i kościoła, który nie musi być członkiem kościoła państwowego. Władzę ustawodawczą w kościele wykonuje parlament. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Milcarek: Joseph Ratzinger i prymat liturgii

Poniższy artykuł ukazał się jako przemowa do pierwszego tomu nowej serii książkowej poświęconej liturgii.

Joseph Ratzinger, Sakrament i misterium. Teologia liturgii.

Wydawcą tomu jest Dominikański Ośrodek Liturgiczny i Wydawnictwo AA.

Patronat serii Christianitas i Liturgia.pl.

Gdy ponad sześć lat temu Joseph Ratzinger został wybrany na papieża, mówiono, że zaczyna się pontyfikat papieża-teologa. Co ciekawe i zastanawiające, niemal nikt nie zauważał już bardzo dobrze widocznego nurtu liturgicznej refleksji Kardynała, który stał się Papieżem. A przecież nurt ten jest obecny w większości książek Ratzingera, od Święta wiary (z 1981 r., lecz zbierającego teksty z końca lat 70.) aż do Ducha liturgii z 2000 lub wystąpień na Dniach Liturgicznych w Fontgombault w 2001, nie licząc znaczących fragmentów jego głośnych wywiadów-rzek czy wstępów do poświęconych liturgii prac innych autorów.

W sposobie, w jaki Ratzinger ujmuje kwestie liturgii, jest coś co być może tłumaczy nam ten fakt, że długo nie dostrzegano tego nurtu jego refleksji jako pierwszorzędnie ważnego: nie jest to refleksja zawodowego liturgisty, lecz liturgiczna analiza profesjonalnego teologa – a taka myśl w naszym świecie szufladkowanym „specjalnościami” może umknąć zarówno teologom, jak i liturgistom.

Organiczna więź lex credendi i lex orandi jest w pismach Ratzingera obserwowana przede wszystkim z perspektywy tej pierwszej. Nawet więc gdy od pryncypiów „istoty liturgii” przechodzi Ratzinger w pobliże „rubryk”, zawsze jest to punkt widzenia teologa. „Nie interesowały mnie problemy szczegółowe nauki liturgicznej – tłumaczył w 2008 już jako Benedykt XVI, we wstępie do Theologie der Liturgie, pierwszego tomu swych dzieł zebranych – ale zawsze problem zakotwiczenia liturgii w fundamentalnym akcie naszej wiary i, co za tym idzie, miejsce liturgii w całej naszej ludzkiej egzystencji”.

Trzeba jednak pamiętać, że Ratzinger jest daleki od patrzenia na liturgię jako na płaski ekran do wyświetlania pojęć teologicznych. Jest to raczej wielowymiarowe miejsce życia, w którym prawdy teologiczne rodzą się i są objawiane. Doświadczenie liturgii znajduje się w sercu doświadczenia religijnego tego chrześcijanina. „Liturgia Kościoła była dla mnie, od samego dzieciństwa, punktem centralnym mojego życia” – to jeszcze jedno zdanie Papieża z cytowanego wstępu. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Barcikowski: Prawdziwa nauka Kościoła o karze śmierci

Dossier ukazało się na stronie Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej

Nauka Kościoła Katolickiego dotycząca moralnej oceny (a więc zgodności z Prawem Bożym) jakiegoś obszaru działalności człowieka zawsze formułowana jest na dwu poziomach:

  1. Pierwszym jest ogólna zasada, obowiązująca bezwarunkowo, to znaczy zawsze, wszędzie, w każdych okolicznościach i w odniesieniu do każdego.
  2. Poziomem drugim są odniesienia tej ogólnej zasady do konkretnych, często bardzo skomplikowanych sytuacji, w jakich znajdować może się człowiek, często nieznanych w czasach, w których formułowana była ogólna zasada.

Nigdy te szczegółowe aplikacje nie mogą wykroczyć poza sens nadrzędnej, zawsze obowiązującej ogólnej zasady moralnej, bo prowadziło by to do relatywizmu. Z drugiej strony brak takich odniesień zamieniałby prawo moralne w krzywdzący człowieka fundamentalizm.

Dopuszczalność kary śmierci

W przypadku kwestii ochrony życia ludzkiego tą ogólną, od samego początku Kościoła obowiązującą zasadą jest, że piąte przykazanie Dekalogu zakazuje odbierania życia jedynie osobie niewinnej. Katechizm Kościoła Katolickiego podpisany w 1992 r. przez bł. Jana Pawła II ujmuje to tak: „Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego niszczenia niewinnej istoty ludzkiej.” (KKK, nr 2258)

Mówiąc o absolutnej ochronie przysługującej „niewinnej” istocie ludzkiej nauczanie to od początku dopuszcza zatem sytuacje, w których odebranie życia innemu człowiekowi, jeśli nie ma innego sposobu ochrony dobra wspólnego nie jest złamaniem V przykazania. Teologia moralna używała i używa tu pojęcia „skutku przewidywanego ale nie chcianego”. Jeśli strzelamy do napastnika, który w sposób bezpośredni zagraża naszemu życiu to oczywiście przewidujemy, że możemy go zabić ale nie jest to naszym celem. Naszym celem jest ochrona naszego życia. Jeśli napastnik przeżyje a my ocalimy swoje życie nie będziemy nadal nastawać na życie napastnika. Właśnie bazując na tej doktrynie Kościół rozwinął swą naukę o prawie do skutecznej obrony siebie i dobra wspólnego oraz doktrynę o wojnie sprawiedliwej. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Rowiński: Nie można przyklepywać problemów Kościoła!

Jarosław Kaczyński nie jest mesjaszem polskiej polityki i tradycji, a ład, źródło i cele państwa liberalnego są inne niż państwa katolickiego: o politycznej, społecznej i duchowej kondycji Kościoła rzymskokatolickiego (nie tylko w Polsce) i wielu innych sprawach z Tomaszem Rowińskim, sekretarzem redakcji kwartalnika “Fronda”, redaktorem pisma “Christianitas” rozmawia Krzysztof Wołodźko.


Krzysztof Wołodźko: Raz po raz wokół Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce wybucha medialna wrzawa. Zastanawiam się wtedy, czy mamy do czynienia z „jednym, świętym, powszechnym i apostolskim Kościołem”, czy może z Kościołem „łagiewnickim” albo „toruńskim”, „otwartym” albo „zamkniętym”, Kościołem „klerofaszystów” albo „katolewicy”. Jak to wygląda z Twojej perspektywy, redaktora „Christianitas”, sekretarza „Frondy”? A może jedno nie przeczy drugiemu?


Tomasz Rowiński: Wokół Kościoła dzieją się moim zdaniem niedobre rzeczy już od dłuższego czasu. Z jednej strony ewidentnie słabnie jego rola społeczna, co oznacza, że słabnie także wiara ludzi, ubywa tych, którzy widzą w Kościele swoje ocalenie. Mam wrażenie, że lekceważy się spadek powołań kapłańskich i zakonnych i próbuje się go uzasadnić choćby demografią. Nie jest to jednak wyjaśnienie wystarczające, wskazuje natomiast na sposoby przyklepywania problemów Kościoła. Mamy też znaczne, szczególnie wśród młodych, poparcie dla antyklerykałów. Może to oznaczać, że Kościół nie daje już młodym autorytetów i przekonującego języka, więc ci znajdują go sobie gdzie indziej. Niestety w świecie „pomieszania języków” odpływ od Kościoła nie musi się odbywać w pobliskie rejony, z których zawsze jeszcze człowieka można sprowadzić na powrót do Boga, ponieważ doszło jedynie do zeświecczenia wartości. Raczej odpływ ten będzie się charakteryzował wchodzeniem w opozycję, czasem pod płaszczem właśnie „otwartości”, „dialogu”, „laickości” sfery publicznej. Przeciwstawianie wartości, a nie ich harmonizowanie jest znakiem nowoczesności. Z drugiej strony Kościół jest rozgrywany medialnie i zachęcany do dwóch postaw – do zaakceptowania myślenia sekularnego w sferze publicznej i przyjęcia go jako swojego, co w praktyce oznaczałoby samoidentyfikację katolicyzmu w duchu irracjonalnego folkloru religijnego, a nie rozumności mogącej organizować lub chociaż wpływać na życie społeczno-polityczne. Inna pokusa zachęca do wejścia w postawę samowykluczenia, czyli cofnięcia swojego zaangażowania politycznego i skupienia się na sobie – odrzucenia świata. Obie pokusy są zgubne, ponieważ faktycznie stanowią przyzwolenie na absolutne rządy modusu sekularnego, który będzie wykluczał chrześcijan z życia. Pierwsza droga będzie osłabiać chrześcijaństwo w samych chrześcijanach, a druga oznacza ich wykluczenie za pomocą regulacji prawnych. Przykład Hiszpanii jest bardzo dobry – wobec nowych praw zarówno dotyczących życia ludzkiego jak i modelu rodziny trudno już być tam urzędnikiem, sędzią i równocześnie katolikiem. Inny przykład to Wielka Brytania, gdzie zniknęły katolickie ośrodki adopcyjne, ponieważ powstał nakaz prawny przekazywania dzieci homoseksualistom. Sądzę, że to jest zwykła droga jaką musi podążyć współczesna kultura liberalna. Dlatego konieczne jest zjednoczenie Kościoła wokół opinii katolickiej i to chociaż w sprawach najważniejszych. Uważam, że środowiska „otwarte” tego nie rozumieją. Nie wiem dlaczego. Może boją się otworzyć oczy? Może już zaakceptowały folklorystyczny charakter religii katolickiej? Może świadomie lub nie ulegają rozkoszom konformizmu wynikającym z możliwości dialogowania? Równocześnie jest dla mnie oczywiste, że odpowiedzią na tę sytuację nie może być agresja polityczna, czy publicystyczna, czy też pozorna obrona cywilizacji chrześcijańskiej w czym bryluje dziś parlamentarna prawica. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook

Milcarek: Problemy z Asyżem

Benedykt XVI już w 2008 roku pisał, że „w sensie ścisłym dialog międzyreligijny nie jest możliwy, natomiast tym bardziej potrzebny jest dialog międzykulturowy” – przypomina publicysta

Zorganizowane w 1986 przez bł. Jana Pawła II spotkanie międzyreligijne w Asyżu należy już do historii. Publiczności w świecie kojarzy się z szeroko kolportowanym obrazem wielobarwnego tłumu „liderów religijnych”, wśród których biała sutanna papieża zdaje się być po prostu pogodną zgodą na pluralizm i „różne drogi do Boga”.

Jednak nie wszyscy obecni wówczas na miejscu tego spotkania wspominali je w sposób tak bezproblemowy. Np. kardynał Silvio Oddi, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa oraz legat papieski do bazyliki w Asyżu, jeszcze po latach opowiadał z bólem: „Byłem świadkiem profanacji. Widziałem buddystów tańczących wokół ołtarza, na którym na miejscu przeznaczonym dla Chrystusa ustawiono posążek Buddy… Nie krzyczałem, ale zgorszenie było w moim sercu. Widać było wyraźnie dezorientację na twarzach katolików uczestniczących w ceremonii”.

Siła relatywizmu

Ta dezorientacja katolików – nieplanowana, lecz realna – to rzeczywistość, nad którą trudno przejść do porządku dziennego z punktu widzenia człowieka wierzącego. W cieniu różnie interpretowanego „wydarzenia w Asyżu” wzmocniona została w Kościele także opinia mocno rozbieżna z wieloma fundamentalnymi przeświadczeniami chrześcijańskimi, gotowa do zastąpienia „przestarzałych” katechizmów kolejnymi „Asyżami”.

Jan Paweł II musiał być mocno zdziwiony, gdy po latach to najwięksi entuzjaści „ducha Asyżu” okazywali się największymi oponentami deklaracji Dominus Iesus – stwierdzającej po prostu, że Chrystus jest jedynym i powszechnym pośrednikiem, Zbawicielem. Relatywizm pokazywał swoją ukrytą siłę. Czytaj więcej »

  • Print
  • email
  • Google Bookmarks
  • Diigo
  • Twitter
  • Facebook
Login